;

Codzienny makijaż

piątek, 03 stycznia 2020

Jakiś czas temu na blogu pojawił się artykuł o minimalizmie w kosmetyczne i pielęgnacji twarzy, teraz przyszła pora na kolorówkę.

Podobnie jak w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, moja kolorówka nie bije rekordów pod względem ilości. Z reguły stawiam na jakość kosmetyków. Mam kilku ulubieńców z różnych półek cenowych, jednak cały czas poszukuję czegoś nowego, lepszego. Moja cera z biegiem czasu się zmienia, w związku z tym jej potrzeby też są inne, a co za tym idzie wyposażenie mojej kosmetyki co jakiś czas ulega aktualizacji.

Mój codzienny makijaż jest bardzo prosty. Przy pomocy Beauty Blendera aplikuję na twarz krem BB Skin79. To lekki produkt, który daje całkiem spore krycie i zapewnia efekt zdrowej skóry. Nadaje cerze delikatny blask i gumowość. Pod oczy używam rozświetlającego korektora z Golden Rose, który całkiem dobrze radzi sobie z drobnymi niedoskonałościami w tej partii twarzy. Całość wykańczam pudrem z Lancome – Long Time No Shine, który jak sama nazwa wskazuje matuje moją cerę, co prawda nie na cały dzień, jednak to dobry i trwały kosmetyk, niewysuszający mojej cery.

Na koniec brwi przeczesuję żelem, zamiennie stosuję ten z Bobbie Brown lub tańszy odpowiednik z Golden Rose. Oba nadają włoskom kolor i utrzymują je na swoim miejscu. Na pliczki puchatym pędzlem nakładam bronzer, również z Golden Rose, który ma w sobie delikatne drobinki i nakłada się na policzki jak masełko. Pozostawia skórę lekko muśniętą słońcem i rozświetloną.

Usta najczęściej maluję szminką z MAC, w delikatnym różowym kolorze lub wklepuje w nie pomadkę BECCA w mocniejszym, bordowym odcieniu, co daje efekt subtelnie muśniętych, wcałowanych ust. Obie pomadki spisują się dobrze, chociaż nie są to produkty, które przetrwają nam na ustach cały dzień. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam efekt jaki dają na ustach.

Zapomniałabym o rozświetlaczu. Co prawda nie stosuję go codziennie, ale jak sobie przypomnę, to kilka razy w tygodniu nad kości policzkowe aplikuję produkt w kremie z MIYA, dzięki czemu mój makijaż nabiera lekkości i świeżości.

Zapewne zaskoczył Was brak w tym zestawieniu tuszu do rzęs i wcale się nie dziwię, bo do tej pory osobiście nie mogłam sobie wyobrazić bez niego mojego makijażu, jednak odkąd skusiłam się na doczepienie rzęs, to ten kosmetyk poszedł w odstawkę. Na szczęście udało mi się znaleźć stylistkę, której mogę zaufać i moje oczy nie wyglądają jakbym dokleiła sobie kawałek szczotki do czyszczenia butów. Oprawa oka jest delikatnie podkreślona, a ja zyskuję czas i większy komfort, chociażby podczas kąpieli na basenie. Oczywiście nie każdy lubi takie wynalazki, albo boi się efektu, tak jak ja przed pierwszym zabiegiem 😊, jednak warto spróbować i samemu ocenić. W czasie kiedy robię sobie przerwę od doczepianych rzęs, dalej stosuję moje ulubione tusze z Lancome.